„Downton Abbey” i podszczecińskie Rzędziny

Co ma wspólnego „Downton Abbey”, najpopularniejszy dzisiaj w świecie serial telewizyjny, z podszczecińską wsią Rzędziny? Przywrócił pamięć o angielskiej pisarce Elizabeth von Arnim i jej książce pt. „Elizabeth and Her German Garden” (Elizabeth i jej niemiecki ogród) wydanej w 1898 r. Pisarka mieszkała w tej wiosce, ówczesnej Nassenheide, na przełomie XIX i XX wieku. Tam powstały jej pierwsze książki. Samo życie hrabiny von Arnim, wówczas żony pruskiego junkra, późniejszej księżnej Russell, też ułożyło się w gotową powieść.

„Downton Abbey”, kostiumowy serial angielski, już od pierwszego odcinka zawładnął sercami najpierw Brytyjczyków, potem Amerykanów, bijąc na głowę wszystkie najpopularniejsze dotąd. Druga i trzecia seria przyniosły mu razem dziewięć nagród Emmy, dwa Złote Globy, nagrodę za najlepszą obsadę aktorską, rekord popularności i wpis do Księgi rekordów Guinnessa i kolejne miliony wielbicieli.

Z równą ekscytacją serial oglądają nastolatki, jak i ich rodzice i dziadkowie. Historia rodziny lorda Granthama i jego licznej służby w pięknej rezydencji połączyła pokolenia, co zaskoczyło samych twórców. „Fenomen” – już nawet tak się określa uwielbienie widzów, wystarczy zerknąć na anglojęzyczne fora. Do fascynacji serialem przyznają się też wielcy tego świata z amerykańską parą prezydencką na czele. Podczas ubiegłorocznej kampanii przedwyborczej tamtejsze media zastanawiały się, ile głosów miłośników serialu przysporzył sobie Obama publicznie przyznając się do jego oglądania. Serial nie przestaje inspirować znanych kreatorów mody, projektantów wnętrz, sztuki użytkowej, twórców ogrodów. Można zajrzeć na anglojęzyczne internetowe strony, żeby się o tym przekonać. Obsesja w największym wymiarze. „Downton Abbey” wyświetlany jest już w 100 krajach świata. W polskiej telewizji wciśnięto go na późne godziny poniedziałkowe kanału pierwszego.

Historia z książką „Elizabeth and Her German Garden” też jest niewiarygodna, a zwłaszcza dla nas, żyjących w kraju, w którym mało kto czyta. Wystarczył jeden epizod w trzecim odcinku drugiej serii głośnego serialu, w którym zakochany w pokojówce lokaj zostawia w kuchni tę książkę, a jedna z dziewczyn biorąc ją do ręki zastanawia się głośno, o czym ona jest… Tak niewiele, a fani „Downton Abbey” zaczęli pytać o nią. Zainteresowanie musiało być duże, skoro zauważyły to angielskie i amerykańskie media. „Gorączka wokół «Downton Abbey» sięga zapomnianej autorki Elizabeth von Arnim”, napisał „Los Angeles Times” na początku ubiegłego roku. Amerykanie zaczęli wykupywać tę książkę głównie w formie audio, bo szybko zareagowali wydawcy. I tak Elizabeth von Arnim wróciła do życia.

O czym jest ta książka? Najkrócej mówiąc – są to luźne zapiski w formie dziennika, w którym autorka obróciła swoje życie na pomorskiej prowincji w fikcję. A tytułowy, realistyczny ogród, który stworzyła w Rzędzinach, jak i cały świat tam opisany przemieniła w jedną wielką metaforę. Do tego o sprawach ważnych, uniwersalnych pisze błyskotliwie i dowcipnie, językiem na wskroś współczesnym. „To była nieprzespana noc, kiedy natknęłam się na «Elizabeth i jej ogród» i poczułam jakby ktoś przebił się przez zasłonę i ukazał mi okno tam, gdzie przewidywałam istnienie ściany”, napisała w maju ub. roku amerykańska nowelistka Lauren Groff.

Na wielu blogach wciąż powtarza się pytanie o Rzędziny, mimo że na żadnej stronie tej książki nie znajdziemy nazwy wioski. Czy jest tam jeszcze pałac, ogród? Kim była Elizabeth von Arnim? O to też pytają od dwóch lat nasze, w większości czytelniczki, bo książka ukazała się również w polskim przekładzie. Kim była? Pisarką znaną i czytaną, której całe życie samo ułożyło się w gotową powieść.

Marry Annette Beauchamp urodziła się 31 sierpnia 1866 roku w rodzinie angielskiego kupca Henry’ego Beauchampa i jego żony Louley w Kirribilly Point, w Australii, jako szóste dziecko. W domu nazywana będzie May.

Kiedy dziewczynka ma trzy lata, rodzina przenosi się do Londynu. Henry opisuje podróż statkiem w swoim dzienniku, który prowadzić będzie do końca życia. W tajemnicy pisze od czasu do czasu opowiadania, ale jego skryte marzenia o literackiej sławie nie spełnią się nigdy. W Londynie najpierw zamieszkują u rodziny Louley. Matka May miewa depresje uznawane przez otoczenie za ataki histerii, ojciec szuka ukojenia u swej ukochanej Anne Powell, którą też opisuje w dzienniku.

Kiedy w wynajętym domu w Hampstead zaczynają się lekcje prowadzone dla chłopców przez przychodzących nauczycieli, mała May siedzi z tyłu cichutko. Wykazuje zadziwiający głód wiedzy. Z czasem dorośli widzą, że zaczyna przewyższać intelektualnie swoje rówieśnice ze średniej angielskiej klasy. Cieszą dziewczynkę lekcje botaniki, geologii, filozofii, przyrody, ale też rysunku, fortepianu, harfy, śpiewu, tańca i gimnastyki. Pobiera prywatne lekcje gry na skrzypcach, później na organach. Ale w domu traktują ją wszyscy jak Kopciuszka. W 1882 roku zaczyna naukę w Queens College School w Horn Lane Acton. Jest tam również dobrą uczennicą i marzy o studiach na Cambridge. Przygotowania do egzaminu przerywa choroba. May zapisuje się do londyńskiej Royal College of Music i dodatkowo bierze lekcje u sir Waltera Parratta, organisty w Windsorze, zamku królowej Wiktorii. W królewskiej kaplicy św. Jerzego dziewczyna uczy się fugi Bacha.

Ale co tam edukacja muzyczna i wiedza większa niż mają rówieśnice, skoro one już zapraszają na swoje śluby, a ona nie. Ma przecież już 24 lata! Słyszy to na okrągło. A jak bolą cyniczne docinki adoratorów. Ale już niebawem pojawi się pewien pruski oficer z kroplą polskiej krwi.

Elżbieta Bruska